Chciałabym
zasięgnąć rady w kwestii wychowania dzieci w rodzinie. Sprawa dotyczy
dwóch nastolatek w wieku od 16 do 18 lat. Są to moje kuzynki. Otóż w
rozmowie z ich rodzicami okazało się, że dziewczyny dość mocno się
buntują i generalnie nie robią sobie wiele z rodziców. Jedna,
pełnoletnia dziewczyna imprezuje, traktuje dom jak hotel, ma starszego
chłopaka, z którym - jak wszystko wskazuje - współżyje. Druga, młodsza
nie może żyć bez telefonu i bierze udział w imprezach, na których jest
alkohol (o czym wiedzą rodzice). Też ma chłopaka, a jej mama ją
,,uświadamia" w kwestii antykoncepcji. Dodam, że obie ciocie są
religijne, chodzą do kościoła, ale tłumaczą zachowanie dzieci jako:
,,takie są czasy", ,,kiedyś było inaczej", ,,jest XXI wiek".
Zdaję
sobie sprawę, że to tłumaczenie, które pokazuje bezradność dorosłych,
ale zastanawiam się, co mówić takim osobom. W mojej rodzinie do tej pory
obowiązywały sztywne zasady (np. samo nocowanie poza domem wiązało się z
dużą nagonką). Podejście się dość mocno liberalizuje, bo to dzieci
wychowują dorosłych, a nie odwrotnie. Starsze pokolenia natomiast nie
wtrącają się w wychowanie, argumentując to tak, że np. teściowa nie
będzie się mieszać w decyzje synowej. Wychodzi więc na to, że to ja
(pokolenie 30+) jestem bardziej konserwatywna niż starszyzna rodu ;)
Może ktoś podzieli się swoimi doświadczeniami? Z góry dziękuję za wskazówki i za przeczytanie tego przydługiego wpisu.
Komentarze
Sama też jestem żywo zainteresowana tym tematem z racji wchodzących w dorosłość synów. I obawiam się tego typu scenariuszy. Może ktoś ma doświadczenie lub może coś poradzić?