Nowoczesne likundu

02.01.2026

Mieszkańcy Afryki mają zupełnie inne podejście do życia niż Europejczycy. To twierdzenie można zilustrować krótkim opisem życia w Republice Środkowoafrykańskiej.

Sjesta, choć konieczna w klimacie afrykańskim, staje się sercem każdego dnia i stylem życia, a nie dającą siłę do dalszej pracy pauzą. Taka mentalność bywa nierzadko udziałem Afrykańczyków, którzy nie rozwinęli u siebie swoistego etosu pracy. Brak owego etosu stoi u korzeni wielu problemów i wielorako się wyraża w życiu codziennym.

Za zjawisko znamienne w poruszonej kwestii można uznać podejście do punktualności. Pewnego razu do Republiki przyjechał jakiś bogaty Polak, który chciał wydobywać złoto. Umówił się na spotkanie z Afrykańczykiem o godzinie dwunastej. Gdy tubylca nie było przed trzynastą, to wtedy ów Polak udał się na następne zaplanowane spotkanie, nie wiedząc, że narazi się na gniew Afrykańczyka, który oskarżył przedsiębiorcę, o lekceważenie i lekkomyślność. Nie zwrócił przy tym w ogóle uwagi na to, że sam spóźnił się o godzinę.

Misjonarze podpowiadają, że kiedy umawiają się z mieszkańcami Czarnego Lądu, to dobrze podać czas o kilkadziesiąt minut wcześniejszy niż ten, w którym rzeczywiście planuje się spotkanie. Wtedy można się spodziewać, że czarnoskóry współbrat, przyjdzie w odpowiednim czasie.

Inną sprawę stanowi poczucie własności i gospodarności, które wśród ludów Afryki bywa bardzo małe. Kiedy jakieś dobro użyteczności publicznej się zniszczy lub zepsuje, to nie widać nikogo, kto by się poczuwał do odpowiedzialności i chciał owo dobro naprawić. Na jednym z mostów można było dostrzec kilkumetrową przerwę w ramie chroniącej przed wpadnięciem do wody; okazało się, że w tym właśnie miejscu z wygody wyrzuca się śmieci do rzeki. Nikt nie przejmuje się tym, że jakieś dziecko może utonąć przez brak zabezpieczenia przy moście. Przewidywanie i myślenie abstrakcyjne nie są najmocniejszymi stronami mieszkańców tego kraju. Posiadają przy tym znaczną dążność do wyboru rozwiązań tymczasowych i prowizorycznych.

Przede wszystkim trzeba zwrócić uwagę na kwestię religijną. Konkretny wgląd w system wierzeń mieszkańców Republiki Środkowoafrykańskiej wykazuje błazeństwo modernistycznego kłamstwa o tym, że wszystkie religie są równe. Pierwotne wierzenia Afrykańczyków są poważną przeszkodą nie tylko w dziele nawrócenia, ale też w czysto ziemskiej odnowie społecznej. Tym, co najbardziej tamuje moralne, intelektualne i społeczne podniesienie się kraju, okazuje się likundu. Likundu ujmuje świat jako pełen złych mocy, których nosicielem bywa człowiek. Jeśli komuś wydarzy się krzywda, wypadek lub śmierć kogoś z bliskich, to na mocy religijnego przekonania, nieraz wspartego przez czarownika, człowiek ów może zinterpretować nieszczęście jako efekt działalności złych mocy w konkretnej osobie, którą obarczy całą odpowiedzialnością. Stąd już tylko krok do samosądów i morderstw, które rozumie się jako sprawiedliwe wymierzenie kary temu, który jest nośnikiem złych mocy.

W likundu zdumiewa arbitralność oskarżeń, a także ich częstotliwość. Arbitralność likundu czyni zeń narzędzie osobistych porachunków, mściwości i zazdrości.

Można sobie bowiem wyobrazić sytuację, w której mieszkaniec Republiki dochodzi, dzięki wytrwałej pracy lub wyjazdowi za granicę, do względnej zamożności. Wtedy liczna rodzina przypomina sobie o bogatym krewnym i pragnie uczynić z jego portfela instytucję charytatywną. Człowiek ów może nie sprostać oczekiwaniom wszystkich i najczęściej odmówi pomocy finansowej. Odmowa jednak skutkuje niechęcią całej rodziny; pomnaża ją zawiść, że ktoś ma więcej pieniędzy. Niedaleka droga do tego, aby zawistnik swoją osobistą klęskę życiową zinterpretował jako rezultat działania złych mocy w bogaczu, którego osądzi jako godnego unicestwienia kreatora nieszczęść. Trudno komukolwiek wykrzesać z siebie tyle odwagi, aby sprzeciwić się osądowi i bronić oskarżonego. Obrona taka zawsze naraża na ryzyko społecznego wykluczenia.

Z pewnością likundu nie zawsze oznacza absolutną niewinność oskarżonego. Niemniej powolne badanie racji zostaje wyparte przez usankcjonowane religijnie przekonanie jednostki, a zasadę domniemania niewinności zakrywa napastliwość oskarżyciela. Filozofia, która kryje się za tą praktyką czyni świat zupełnie nieprzewidywalnym. Przy tym umożliwia zdjęcie osobistej odpowiedzialności za swoje niepowodzenia i przerzucanie jej na tajemnicze, a wszechobecne moce. Likundu religijnie uprawomocnia zemstę, która niekiedy może przybierać charakter klasowy. Ostatecznie lepiej, żeby wszyscy byli biedni; człowiek nieco bogatszy i lepiej wykształcony z pewnością zostanie jakąś metodą sprowadzony do poziomu powszechnej biedy. Chyba, że zalicza się do wąskich stref politycznych; wówczas jednak trudno przypuścić, aby znaczny majątek został uzyskany uczciwie.

Ci zatem, którzy mogliby podnieść państwo z wielopłaszczyznowego regresu zostają sprowadzeni do parteru. Mogą również wyjechać za granicę i zerwać więzi ze swoją ojczyzną, aby korzystać z łaski państwa opiekuńczego. Wówczas jednak nie przyczynią się już do odnowy swej ojczyzny.

Skojarzenia i porównania

W powyższym kontekście jeszcze większego znaczenia nabiera praca Kościoła, którego przesłanie w sposób naturalny i oczywisty kontrastuje z likundu. Osoby, które wyznają zdanie: Nieważne w co wierzę; ważne, żeby być dobrym człowiekiem, powinny skonfrontować się z faktami i stwierdzić absurd poglądu. Z poglądów religijnych wyrasta bowiem całe moralne nastawienie człowieka. 

Brak etosu pracy i szacunku dla prawa własności stanowi powszechną właściwość Afrykańczyków. Warto zauważyć, że ta właściwość jest charakterystyczna dla poglądów socjalistycznych. Stała wola życia na cudzy koszt, tak wybitnie rozwinięta u migrantów, bywa rozkrzewiana w narodach europejskich. Na tym polega państwo opiekuńcze, aby stwarzać iluzję wygodnego życia bez wysiłku i rozbudzać pożądanie cudzej majętności, co sprzeciwia się dziesiątemu przykazaniu Bożemu. Rzecz jasna, przepływy finansowe mają na celu pozyskanie wyborców, a że są obudowane masą biurokratycznych procedur, to niewielu pomyśli o siódmym przykazaniu Bożym.

Socjalizm zatem jest przeciwny zasadom katolickim. Możemy z powyższych opisów dojść do wniosku, że idee socjalistyczne cofają społeczeństwo do zasad bynajmniej nie nowoczesnych. Te zasady, jak twierdzimy, wspólne dla prymitywnego likundu i socjalistycznej propagandy, są następujące:

  • Życie jednostki nie zależy ani od Boga, ani od niej samej, ale w największej mierze zależy od tajemniczych mocy (likundu) lub od państwowej "pomocy" (socjalizm). Te dziwaczne władztwa przynoszą konsekwencje niemożliwe do przewidzenia.

  • Człowiek ma irracjonalne prawo winić innych o swoją niedolę lub zgłaszać roszczenia względem innych.

  • Człowiek leniwy, o wyuczonej bezradności, nie ponosi naturalnych konsekwencji swego postępowania.

  • Ktoś ma się nami zająć, abyśmy mogli w sposób swobodny, korzystać z radości życia. Ta logika socjalizmu czyni z ludzi niewolników.

Oczywiście, pewne podobieństwa i wolne skojarzenia nie oznaczają braku różnic. Przede wszystkim mieszkańcy Afryki w dużej mierze nie poznali światła wiary katolickiej; ponadto są rzeczywiście zależni od różnych państw, które dyskretnie, ale istotnie, szczególnie w dziedzinie surowców, wyzyskują. Te czynniki tylko powiększają winę Europejczyków. Oby nie został całkiem utracony katolicki duch dzielności, przedsiębiorczości i wolności, któremu wypowiedziano wojnę totalną. 

Współczesny świat zabiera człowiekowi prawa naturalne, a daje "prawa", które wychodzą poza ludzką naturę ("prawo do aborcji", fałszywe prawa homoseksualistów). Tego typu rzeczy nie przychodzą do głowy mieszkańcom Afryki. Cywilizacja apostazji i świętokradztwa spada poniżej pogaństwa, nie jest zdolna w swym upadku zachować nawet zdrowego rozsądku. Obalając Boga, musi dojść do zanegowania rzeczywistości.

Pandemiczne przyspieszenie

Ideologia pandemiczna pozwoliła dokonać rewolucyjnego przyspieszenia. Coraz więcej rzeczy godziwych jest regulowanych przez państwo. Popadamy w zależność na nieznanych dotąd poziomach, oczywiście, jak zawsze, dla naszego dobra. Ludzie, którzy chcą pracować i ryzykować są powstrzymywani i karani.

Retoryka pandemiczna stawiała bezpieczeństwo na bezwzględnie pierwszym miejscu. Jest to przejaw schyłkowości cywilizacji. Jeśli samo zachowanie własnego istnienia, staje się najważniejsze, to znaczy, że zostaliśmy materialistami. Siłą przeszłego rozpędu mieszkańcy Europy konsumują, ale już na żadnym odcinku społeczeństwa nie mają mocy. Moc duchowa bierze się z ofiary, a ofiary uczy Msza święta, która została zapomniana, zlekceważona i sprofanowana. Z duchowej mocy bierze się ekspansja apostolska Kościoła, ziemska wynalazczość przedsiębiorców i mocarstwowa płodność rodzin. Dziś z tych właściwości cywilizacji łacińskiej pozostało tylko schodzące do grobu wspomnienie. Nie chcemy składać ofiary z siebie, chcemy bezpiecznie konsumować, co okazało się w ramach pandemicznego szaleństwa. W ramach walki o bezpieczeństwo możemy dojść do pokoju bez klamek, z gumowymi ścianami. Tam nikt nie zachoruje i nie zrobi sobie krzywdy.

Nie mogę oprzeć się zestawieniu ideologii pandemicznej z owym afrykańskim likundu. Wspólnym mianownikiem jest nieobliczalność, zupełny brak Logosu. Logos oznacza sens, porządek. Logos stał się ciałem i zamieszkał między nami. Logosem jest Chrystus. Czyż właśnie nie to jest korzeniem nieszczęść, że władza naszego Pana została odrzucona? Czyż Jezus Chrystus nie został zdetronizowany? Czy Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?

Komentarze